XWNZX

XWNZX

Rafał Gaweł - Ludzie Przeciwko Myśliwym

Myślistwo w Polsce ma się całkiem dobrze. Nadal jest popularne w pewnych kręgach. Nietrudno znaleźć nawet w sejmie amatorów ambon, lornetek, strzelb i kapeluszy z piórkiem. Zapewne znaczna część osób pochodzących z mniejszych miejscowości lub wsi wie, jak to wygląda od środka – kto się w to bawi i jak ciężko się im przeciwstawić. Co jakiś czas do mediów przedostają się kolejne newsy o przekraczaniu uprawnień przez myśliwych, o dręczeniu zwierząt leśnych, zabijaniu domowych pupili. Sam osobiście znam takie przypadki. Trudno przebić mur „kolesiostwa”, kiedy oskarżeni polują i piją wódkę razem z policjantami, prokuratorami, samorządowcami. Są jednak ludzie, którzy odważyli się w naszym kraju powiedzieć NIE myśliwym, powołując do życia grupę Ludzie Przeciw Myśliwym. Nie jest to pierwsza organizacja o takim profilu, jednak to o nich zrobiło się najgłośniej. Są też najbardziej kontrowersyjni. Na różnej maści forach myśliwskich i prawicowych portalach można znaleźć całą listę oskarżeń skierowanych w stronę założyciela LPM – pana Rafała Gawła. Udało mi się z nim porozmawiać o tym i o paru innych kwestiach. ~Mn.

Witam! Co było impulsem do rozpoczęcia działalności w ramach grupy Ludzie Przeciw Myśliwym? Kiedy rozpoczęła się jej działalność?
Impulsem do działania w ramach tego ruchu społecznego, bo tak to należy określić, były konkretne wydarzenia. Była to krzywda wyrządzona mnie i mojej rodzinie przez myśliwych, którzy zamordowali mojego psa, setera irlandzkiego. Mieszkaliśmy wtedy w małej miejscowości na Mazurach. Któregoś dnia grupa prominentnych myśliwych, m.in. dowódca jednostki wojskowej i prokurator, wracała z polowania, byli pijani. Kierowca gazika jednostki wojskowej zatrzymał się na obrzeżach terenu miasta, na łące przylegającej do lecznicy weterynaryjnej mojego dziadka. Tamtego dnia chodził po niej Aron, nasz seter irlandzki. Myśliwi wywołali go, po czym strzelili do niego dwa razy z broni śrutowej. Pies dowlókł się do domu, ciągnąc za sobą jelita. No i od tej pory myśliwi w naszym domu nie byli mile widziani. Później, jak byłem już trochę starszy, chciałem zweryfikować ten negatywny obraz, który tkwił w mojej pamięci od tamtego czasu. Ojciec mojego kolegi był policjantem i jednocześnie myśliwym. Zaciągnąłem się wtedy do pracy w nagance, żeby zobaczyć, jak wygląda polowanie od środka i to, co wtedy zobaczyłem (było to w Wielkopolsce), przechodziło ludzkie pojęcie. Strzelanie do wszystkiego, co się rusza, strzelanie do psów, do kotów, strzelanie do ptaków drapieżnych. Ludzie, którzy nie potrafią odróżnić tychże ptaków w locie. Wszystkie określano mianem "jastrzębi", czyli szkodników. Jednocześnie potrafią zabijać bażanty bądź sowy - ptaki, które następnie są wypychane, bo można na tym łatwo zarobić, stojąc na bazarze. To był główny powód tego, żeby założyć ruch. 6 lat temu postanowiliśmy powołać to nasze stowarzyszenie, które od początku miało zajmować się m.in. nagłaśnianiem przestępczości myśliwych i obroną praw zwierząt. Po opublikowaniu w mediach społecznościowych informacji o tym, co mnie spotkało, zgłosiło się do mnie kilkadziesiąt osób, które przeszły przez to samo, którym myśliwi zabili koty, psy. W tej chwili takich przypadków mamy udokumentowanych kilkaset. Stąd wziął się ruch Ludzie Przeciw Myśliwym. Myśliwi sami nas stworzyli.

W okolicy, z której pochodzę, też słychać o takich przypadkach, jak chociażby sprawa zabijania bocianów przez myśliwego. Jak duży jest według pana zasięg wpływów myśliwych w Polsce? Wielu polityków jest myśliwymi i mają przecież swoje lobby w sejmie.
O tym, jak silne lobby myśliwskie ma wpływy, świadczy sytuacja, która jest obecnie w Polsce. Mamy praktycznie w każdej partii myśliwych, którzy zachowują się jak swego rodzaju mafia. Uczestniczyłem w pracach podkomisji, która miała doprowadzić do zmiany prawa łowieckiego w ostatnim czasie, i to, co widziałem podczas tych obrad, wyglądało jak klasyczne zachowania mafijne. Tzn. myśliwi z różnych ugrupowań - z SLD, z Platformy Obywatelskiej, z PSL-u, PiS-u, głosowali ręka w rękę, odrzucali poprawki ekologów. Odrzucali bardzo znaczące poprawki, które zakazywały uczestnictwa dzieci w polowaniach, które mówiły o zakazie stosowania broni śrutowej czy ołowianej. Myślistwo w Polsce jest zajęciem elit oraz rolników, policjantów, wojskowych. Bardzo duża część prokuratorów poluje. Mamy na przykład informację z Wielkopolski, gdzie po nominacji prokuratorskiej młody człowiek, prawnik, żeby się wkupić w szeregi korporacji, do której wchodził, musiał sfinansować budowę dwóch ambon. Takie zdarzenia najlepiej odzwierciedlają, w jaki sposób działają ci ludzie.

Czy były jakieś początkowe trudności w zorganizowaniu grupy i w pierwszych działaniach?
Nie było żadnych trudności. Przyjęliśmy założenie, że sercem tego ruchu będzie Stowarzyszenie TrzyRzecze. Stwierdziliśmy jednak, że w sytuacji, gdy myśliwi tworzą tak silne lobby, najrozsądniej będzie dołączyć do ruchu, który będzie działał na kształt organizacji podziemia niepodległościowego. Pamiętam, jak mój dziadek, który był w AK, opowiadał o tym, jak były zbudowane ich struktury. Odzywają się do nas ludzie z całej Polski, z miast, wsi, miasteczek. My nie rozdajemy im legitymacji organizacyjnych, a oni nawet nie zapisują się do stowarzyszenia. Działają na takiej zasadzie, że sami tworzą swoją grupę. Mówimy im „bierz 6, 7 lub 8 osób, które myślą tak jak ty, i działajcie, my was przeszkolimy, jak to robić, żeby to było zgodne z prawem, a jednocześnie żeby być skutecznym. Opowiemy, co wam wolno, a czego wam nie wolno, i działajcie dla nas na własną rękę”. To jest tak, że te osoby z poszczególnych gmin, poszczególnych miast, nie znają się nawzajem. Dzięki temu mamy bardzo dużo informacji. Jesteśmy skuteczni, jeśli chodzi o wykrywanie przestępstw myśliwych. Współpracują z nami ludzie w każdej gminie i każdym miasteczku w Polsce. Jeśli gdziekolwiek dojdzie do złamania prawa przez myśliwego, to my mamy natychmiast taki sygnał i wtedy uruchamiamy swoje struktury. Informujemy lokalne media, ujawniamy te sprawy i sami nagłaśniamy na naszym profilu.

No właśnie, miałem spytać o skuteczność działań. Czy udało się już np. skazać jakiegoś myśliwego, czy przyniosły te działania jakieś inne rezultaty, już takie bardziej konkretne?
W Polsce jest mnóstwo organizacji, które działają na innej płaszczyźnie. Zatrudniają prawników, przechodzą bardzo pedantyczną i drobiazgową drogę prawną, piszą odwołania, katalogują takie sprawy. My wybraliśmy troszeczkę inne cele. Po pierwsze zależy nam na zmianie postrzegania i percepcji społecznej myślistwa jako zajęcia, co nam się doskonale udaje. W ciągu ostatnich kilku lat miały miejsce setki publikacji, które trafiły do milionów osób, kilkadziesiąt materiałów telewizyjnych, kilkadziesiąt artykułów prasowych, przez które prowadziliśmy lub próbowaliśmy tworzyć kampanie medialne, portale społecznościowe, tablice billboardowe na stacjach metra czy przy drogach. Doprowadziliśmy do tego, że myślistwo stało się passé. W tej chwili wiele osób wstydzi się przyznać, że sami polują bądź że mają w rodzinie kogoś takiego, kto to robi dla zabawy. To jest tak, że myśliwi to ludzie, którzy są bardzo często na świeczniku, i większą dolegliwością dla nich jest to, że wysyłamy zawiadomienie, w związku z którym muszą być przesłuchiwani. Muszą ciągać się po jakichś komendach, jeździć do prokuratury. Są to często ludzie z zawodów, w których nie toleruje się takich rzeczy w aktach. My masowo zgłaszamy do prokuratury i doprowadzamy tam tych myśliwych. Często jest tak, że prokuratury bardzo chętnie umarzają te postępowania, bo my nie mamy środków, możliwości, żeby je wznawiać i finansować kosztowne ekspertyzy. Te najbardziej znaczące i bulwersujące sprawy prowadzimy jednak z ogromnym zaangażowaniem, odwołujemy się, piszemy zażalenia. Mówię np. o słynnej sprawie jelenia, który był żywcem krojony na polowaniu, sprawie zagłodzenia psa w Gnieźnie czy sprawie dwóch łowczych, jednego ze Szczecina, drugiego z Gdyni, gdzie zawiadomiliśmy prokuraturę, skutecznie prowadzimy dochodzenie i odwołujemy się od decyzji umorzenia postępowania. Przez pierwsze lata skupialiśmy się na akcjach medialnych, których celem było pokazanie okrutnej twarzy myślistwa, od ponad roku większość z tych spraw jest w trakcie, ale mamy też pierwsze spektakularne sprawy sądowe. Przykładem może być tu sprawa myśliwego z Biskupina, który wszedł na teren muzeum z bronią i dokonał egzekucji kota dokarmianego przez pracowników rezerwatu archeologicznego.

Czytając komentarze na waszej stronie na Facebooku, można znaleźć różne opinie. Część wyraża pochwałę waszych działań, ale też niektórzy nie chcą wspierać was finansowo ze względu na rzekome kontrowersje związane z pana osobą. Skąd się one biorą?
Po pierwsze, my się utrzymujemy wyłącznie z tysięcy drobnych wpłat od początku naszej akcji. Jesteśmy chyba jedyną, a przynajmniej jedną z niewielu znanych mi organizacji, które na taką skalę utrzymują swoją działalność, nie biorąc pieniędzy z żadnego programu, żadnego samorządu czy z dofinansowania Unii Europejskiej. Myślę, że skoro poruszamy się w tak newralgicznym temacie, to tak długo, jak będą nas wspierać ludzie, tak długo będziemy działać. Kontrowersje w większości są absurdalne. Bardzo często są konstruowane przez samych myśliwych, dlatego że jest to w ich interesie. Robimy myśliwym bardzo dużo problemów. Wnioskujemy o odbieranie im broni, prowadzimy ich przed wymiar sprawiedliwości, przychodzimy, by im zakłócić norowania, czy znajdujemy nielegalnie postawione ambony. To wygląda w ten sposób, że myśliwi z pełną premedytacją okłamują ludzi, mówiąc o tym, że pieniądze trafiają do kieszeni Rafała Gawła. Ja jestem osobą prywatną, a cała nasza działalność prowadzona jest w ramach stowarzyszenia, to są kompletnie dwie różne rzeczy. Pieniądze, które przekazują nam osoby, które nas wspierają, wpływają na konto stowarzyszenia, a nie na konto osoby prywatnej. Stowarzyszenie podlega odpowiednim urzędom skarbowym, o czym wszystkich informuję. Wielokrotnie już osobom, które chciały się przekonać, co stało się z ich darowiznami, zapraszaliśmy do naszej siedziby i pokazywaliśmy dokładnie, gdzie one są, jak są uszeregowane, że są księgowane w księgach rachunkowych i na co są przeznaczane. Niektórzy nasi zwolennicy mówią, że właśnie przez takie ataki myśliwych wiedzą, że jesteśmy skuteczni i tym bardziej nas popierają. Gdybyśmy byli nieskuteczni, nikt by się nami nie interesował.

Jak doszło do powstania Leśnego Patrolu? Ile jest takich grup i na jakich zasadach działają?
Impulsem do powstania Leśnego Patrolu były sytuacje, w których musieliśmy działać natychmiast. Dostawaliśmy np. sygnał, że gdzieś w lesie leży postrzelony pies, który uciekł w głąb tego lasu podczas polowania. Albo gdy dowiadywaliśmy się, że myśliwi planują dokonanie nielegalnych odstrzałów lub też w razie gdy budują nielegalne ambony. Pojawiły się osoby, które postanowiły działać bezpośrednio. Utrudniamy życie myśliwym w taki sposób, że zaczęliśmy organizować pokojowe spacery podczas polowań. Naszym zdaniem myśliwi nie są kastą uprzywilejowaną. Jeśli w niedzielę w okolicach Warszawy myśliwi planują polowanie, to my przyjeżdżamy w tym samym momencie i robimy sobie plener fotograficzno-przyrodniczy. Nikt nie jest w stanie usunąć nas z tamtego miejsca, bo nie ma takich przepisów, które by nakazywały pierwszeństwo myśliwym. W ten sposób utrudniamy, tak podejrzewam, ich pracę, ale równie dobrze można by stwierdzić, że to myśliwi utrudniają nam robienie zdjęć. Takie patrole miały początkowo swoje miejsce na Lubelszczyźnie, później się z tego wycofaliśmy. W tej chwili działają w okolicach Warszawy, Suwałk i Szczecina.

A jak reagowali myśliwi? Czy dochodziło do konfrontacji w trakcie takich wyjść?
Takie konfrontacje z myśliwymi są opisywane nawet na stronach myśliwych. I są opisywane z dużą przesadą. Bardzo często jest tak, że idzie grupa dziewczyn. Tak jak ostatnio, doprowadziliśmy do przerwania polowania w Gdyni, gdzie miasto wpadło na pomysł, że na terenie osiedla mieszkaniowego będzie strzelać do zwierząt. Poszła grupa dziewczyn, które miały oczywiście czerwone elementy stroju, kolorowo ubrane, żeby myśliwi mogli je zauważyć i żeby nie stała się im krzywda. Zachowywały się spokojnie, mamy nagrania, zdjęcia z tej akcji. Natomiast na forach myśliwskich pojawiły się wpisy, gdzie było mówione, że płoszyliśmy zwierzęta, że byliśmy wulgarni, agresywni w stosunku do myśliwych. To bzdury. Naszą naczelną dewizą jest takie twierdzenie, że nigdy z naszej strony żadnemu myśliwemu nie stanie się krzywda. Nigdy żadnego myśliwego nie uderzymy, nigdy nie zrobimy mu bezpośrednio krzywdy fizycznej. Natomiast obiecujemy, że zrobimy wszystko, żeby odebrać im pozwolenie na broń i postawić przed wymiarem sprawiedliwości za przestępstwa, których dokonują.

Znalazł się też o was artykuł w „Łowcu Polskim” i zdaje się, że zostaliście tam określeni mianem „ekoterrorystów”, na pewno takie hasło padło na okładce tego numeru. Co pan o tym sądzi?
Tak, ten artykuł był skierowany prosto w nas. Nas to cieszy. Pokazuje to, że staliśmy się największą, najbardziej efektywną grupą antymyśliwską, która w dodatku swoimi działaniami przysporzyła myśliwym dużego kłopotu. To zdjęcie na okładce było stylizowane na postać ze zdjęcia od naszych angielskich kolegów, takiego chłopaka trzymającego lisa na rękach. To pokazuje opresję działań myśliwych próbujących się rozprawić z osobami, które się im przeciwstawiają. My nie jesteśmy ekoterrorystami. Ekoterrorystami są osoby, które organizują konkursy norowań, gdzie (mamy na to dowody i zdjęcia) szczują lisa, a następnie pozwalają swoim psom tego lisa zagryźć. Ekoterrorystami są ci, którzy szkolą swoje psy do agresji, pozwalając im zagryzać króliki i koty domowe, też mamy na to dowody. W końcu ekoterrorystami są ludzie, którzy zajmując się na co dzień np. prowadzeniem hurtowni butów, w sobotę wchodzą do lasu i zaczynają mordować zwierzęta dla zabawy, wypłaszają dzikie zwierzęta, ranią je i przeganiają. To jest ekoterroryzm. My uważamy, że jesteśmy czymś przeciwnym – działamy zgodnie z prawem, działamy pokojowo dla dobra zwierząt.

Działa pan też w Ośrodku Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Jak bardzo potrzebna jest taka działalność w Polsce? Czy mamy teraz jakąś większą falę rasizmu?
Po pierwsze, aktywność antyrasistowska i działalność Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, który założyłem, jest kompletnie oddzielona od działalności prozwierzęcych. Jeśli chodzi o obronę zwierzaków, to postanowiliśmy całkowicie schować swoje przekonania do kieszeni po to, by być bardziej skutecznymi. Naprawdę zdarza nam się iść na blokowanie polowania, gdzie jest chłopak, który jest wyznawcą islamu, a obok niego idzie facet, który chodzi na Marsz Niepodległości i uważa się za narodowca. Wspólnie idziemy blokować polowania. Natomiast istnienie Ośrodka jest zupełnie oddzielną sprawą. Od czasów III Rzeszy dobrze widać, jak można jednoczyć wokół siebie ludzi. Tym ludziom trzeba bezustannie powtarzać, że są atakowani, że istnieją jacyś mityczni wrogowie, którzy im zagrożą i którzy napadną na nich, że są zagrożeniem dla ich spokojnego życia. Zniszczą ich dom kupiony na kredyt na 30 lat we frankach. Politycy bardzo umiejętnie wykorzystują lęk przed innym, lęk przed osobą o innym kolorze skóry, o innych przekonaniach, która inaczej wygląda. W tej chwili w Polsce mamy szaleństwo. Obecnie postępuje lęk przed uchodźcami, mamy zalew nieprawdziwych filmów, które pokazują fałszywe zdarzenia. Zakładając Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych w Białymstoku, byliśmy w sytuacji, kiedy działały gangi neonazistowskie, które handlowały narkotykami, obstawiały bramki w dyskotekach, przez co np. obcokrajowcy o ciemnej karnacji nie mogli do tych dyskotek bardzo często wejść. To był czas, kiedy w Białymstoku podpalano mieszkania obcokrajowców i niszczono meczety Tatarów, którzy mieszkają tu od lat. Stwierdziliśmy, że bieganie z puszką farby po mieście i zamalowywanie swastyk i napisów rasistowskich było wtórne i nic niewnoszące, że trzeba po prostu zmusić organy państwa do działania. Zrobiliśmy to, zgłaszając pół tysiąca zawiadomień o popełnieniu przestępstwa polegającego na promowaniu nazizmu, o rasizmie. To spowodowało, że państwo i władze miasta zaczęły działać, efektem czego było zatrzymanie ok. 70 neonazistów w Białymstoku przez Centralne Biuro Śledcze. Natomiast najwięcej można się dowiedzieć, czytając książkę Marcina Kąckiego, Dziennikarza Roku, „Białystok. Biała siła, czarna pamięć”, w której są opisane nasze działania.

Jakie są pana cele na przyszłość w ramach działalności stowarzyszenia Ludzie Przeciw Myśliwym? Czy może macie w planach współpracę z zagranicznymi grupami animalistycznymi?
Współpracujemy z podobnymi grupami z Wielkiej Brytanii. Jesteśmy po rozmowach, nasi angielscy koledzy będą nas szkolić w organizowaniu jeszcze bardziej skutecznych blokad polowań. Nieprzypadkowo też w logo LPM znajduje się zdjęcie naszego angielskiego kolegi, bo to ich działania były inspiracją dla naszego ruchu w Polsce. A co chcemy osiągnąć? W tej chwili popiera nas ponad 100 tys. osób, nasza grupa działa w każdej gminie i miasteczku, na co dzień współpracując z nami. Nasze profile czyta, w zależności od tygodnia, od pół miliona do 2,5 miliona osób, czyli mamy często większy zasięg informacji niż wszystkie tygodniki w Polsce. Chcemy zbudować największą organizację antymyśliwską w Europie Wschodniej. Chcemy prowadzić wspólne działania z podobnymi stowarzyszeniami z Czech, Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii. Chcemy doprowadzić do całkowitego zakazu norowań, do zakazu polowania z psami, chcemy absolutnego zakazu uczestnictwa dzieci w polowaniach. I w takiej najbardziej odległej przyszłości chcielibyśmy, żeby myślistwo przestało być ruchem amatorów, którzy na co dzień zajmują się pracą biurową, rolnictwem albo są wojskowymi, a nie mają wystarczającej wiedzy o zwierzętach. Chcielibyśmy, aby w perspektywie kilkudziesięciu lat myślistwo w Polsce stało się formacją zawodową. Jeśli już myśliwi mają istnieć, to żeby były to osoby wykształcone, profesjonalnie działające w rzadkich sytuacjach, kiedy zwierzęta zagrażają ludziom.

Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę powodzenia w dalszych działaniach!
Również dziękuję i pozdrawiam.

(#3, wiosna 2016)
Obsługiwane przez usługę Blogger.