XWNZX

XWNZX

SXE KLASYKA: Minor Threat – Complete Discography

Dość długo zastanawiałem się nad tym, jaka płyta powinna znaleźć się jako pierwsza w cyklu „Klasyka”. Czy sięgnąć po wydawnictwa kultowe, dobrze znane, a co za tym idzie oczywiste? A może wygrzebać z archiwum zakurzony album niedocenionego i nieznanego szerzej zespołu? Spróbować zaskoczyć starych załogantów czy doedukować hc dzieciaki samemu nie posiadając encyklopedycznej wiedzy? Może zacząć od Teen Idles, „no bo w końcu jako pierwsi mieli X na okładce”? Ostatecznie wybór padł na Minor Threat – niezaprzeczalny klasyk, nie tylko dla sceny hardcore punkowej, ale też i dla mnie, bardziej w wymiarze osobistym. Nie oszukujmy się, to wydawnictwo musiało się tutaj znaleźć!
Historia waszyngtońskiej kapeli była już opisywana na wszelkie możliwe sposoby, dlatego też może ograniczę się do ogólnego zarysu. Był rok 1980, młodzież buntowała się przeciw konsumpcjonizmowi, propagandzie sukcesu, fałszywym autorytetom. Z jednej strony sztuczne uśmiechy w ogłupiającej telewizji i na dennych pop teledyskach, z drugiej w dalszym ciągu wyczuwalny na karku ciężki oddech zimnej wojny. Poprzednie pokolenie punków wolało skupiać się na ćpaniu niż na dokonywaniu jakichkolwiek zmian, co było rozczarowujące. Grupka dzieciaków z Waszyngtonu, nie mając swojego miejsca w społeczeństwie, żadnej kultury czy środowiska postanowiła coś z tym zrobić. Rozepchnąć się łokciami i zbudować swoją scenę od podstaw.
Poprzedni zespół nastoletniego Iana MacKaye’a i Jeffa Nelsona – Teen Idles – rozpadł się po roku istnienia. Chłopaków to jednak nie zniechęciło i szybko założyli nową grupę nazywając się Minor Threat. Już sama nazwa mówiła o tym, kim są i jak są postrzegani przez otoczenie. Jako „malutkie zagrożenie” reprezentowali te wszystkie nieletnie dzieciaki, które spychano na bok, nie wpuszczano na koncerty, nigdy nie brano na serio. W tym samym roku grupa, afirmując etykę DIY, założyła własną, niezależną wytwórnię płytową – Dischord Records. Jej celem było samodzielne wydawanie muzyki założycieli, jak i zaprzyjaźnionych zespołów, nie zważając na kwestie finansowe. Założenie było proste – płyty mają być najtańsze, aby każdy, łącznie z niezbyt zamożną młodzieżą, mógł sobie na nie pozwolić. Pierwszym wydawnictwem nowego labelu był mini-album nieistniejącego już w tamtym czasie Teen Idles pt. „Minor Disturbance EP”. Jednak to trzecia płyta, jaką wydali, odbiła się największym echem (drugą było „No Policy” S.O.A.). W czerwcu 1981 roku ukazała się pierwsza epka Minor Threat, na którym znalazł się kawałek „Straight Edge”. Wymowa tekstu była wyraźnie antynarkotykowa, co wywołało niemałą konsternację wśród środowiska punkowego, w którym narkotyki i alkohol były niemalże nieodłącznym elementem. MacKaye, nakreślił w nim swój stosunek do większości środowiska punk rockowego tamtych lat. Liczne nałogi starszych punków odpychały go. Przez swoją niechęć do upijania się i narkotyzowania, odczuwał wyalienowanie. Z drugiej jednak strony był częścią hardcore punka, to z tą subkulturą się utożsamiał. Potrzebował jedynie alternatywy w jej obrębie. Nowy trend szybko podchwyciła młodzież, która czuła się podobnie jak Ian – dzieląc te same wartości co kontrkultura punkowa, nie chciała popadać w autodestrukcyjne schematy zachowań. Postawa straight edge nabierała kształtu. Muzycy Minor Threat dalecy byli jednak od moralizatorstwa. Nikogo nie chcieli zmieniać na siłę, odrzucenie procentów i dragów było tylko i wyłącznie indywidualną decyzją. W grudniu tego samego roku wydali kolejną pozycję w swojej dyskografii, która wywołała jeszcze większe kontrowersje – „In My Eyes EP”. Pomijając nieporozumienie wywołane wokół utworu „Guilty of Being White”, który oskarżono o rasizm, choć w istocie miał wymowę antyrasistowską, główną falę oburzenia wywołała piosenka „Out of Step”. Była ona bowiem bardziej radykalnym sposobem krytyki tak bardzo zakorzenionego w punku, jak i w całej kontrkulturze rockowej, hedonizmu opartego na haśle „sex, drugs and rock’n’roll”. Tekst kawałka rozpoczyna się od wykrzykiwanych przez Iana wersów: „Don’t smoke, don’t drink, don’t fuck”. Z tak kategorycznym przekazem nawołującym do abstynencji nie zgadzali się wszyscy członkowie zespołu, nie wspominając już o całej scenie waszyngtońskiej. Jednak MacKaye’owi nie chodziło wcale o żadną radykalną abstynencję. Przesłanie utworu to pochwała dla pełnej świadomości swoich poczynań, o którą trudno w chwili upojenia alkoholowego lub będąc pod wpływem narkotyków. Wokalista Minor Threat podkreślał też różnicę, jaką widzi między słowami „seks” i „pieprzenie”. Nie miał nic przeciwko normalnym stosunkom seksualnym ze stałym partnerem. Sprzeciwiał się natomiast rozwiązłości seksualnej i procesowi erotyzacji kolejnych sfer życia, za jakim stały mass media. Brak zrozumienia ze strony sceny hardcore’owej, a także kłótnie wewnątrz zespołu zmusiły Iana do nagrania drugiej wersji „Out of Step”. Dokonano korekty tekstu, w którym formę nakazującą zmieniono na osobową, wyrażającą bardziej indywidualne stanowisko. Dodatkowo, w dalszej części, pojawił się monolog wokalisty, w którym wyjaśnia, że słowa utworu nie są żadnym zbiorem zasad narzucanych komukolwiek.
Pomimo ciągłego niezrozumienia, Minor Threat mogli też liczyć na wiele głosów uznania. Grupa stawała się popularna wszędzie tam, gdzie dotarł hardcore. Znaleźli się także naśladowcy, zainspirowani postawą straight edge. W Reno powstał zespół 7 Seconds, łączący zasady ruchu zapoczątkowanego przez Minor Threat z PMA, nadając kształt posi-core’owi. W Bostonie utworzyła się silna scena wokół zespołów SSD i DYS. Wokalista SSD przestał pić, organizował wyłącznie koncerty „all-ages” i zapraszał na nie młodzież, która tłumnie w nich uczestniczyła. Zachodnie Wybrzeże natomiast reprezentował m.in. Uniform Choice.
W 1983 roku kapela rozpadła się głównie przez liczne konflikty samych muzyków. Nie wszyscy bowiem zgadzali się na idealistyczne podejście MacKaye’a do sprawy finansów. Ten jednak uparcie twierdził, że istotą undergroundowej sceny muzycznej opartej o DIY muszą być jak najniższe ceny płyt oraz biletów na gigi, a także pełna niezależność i nie wchodzenie w żadne układy z wytwórniami płytowymi, które nie miały nic wspólnego z hardcore’em i których priorytetem był zysk. Pozostając wiernym swoim przekonaniom, po latach Ian udowodnił, że pełna niezależność, a także godzenie ideałów z funkcjonowaniem na rynku muzycznym jest możliwe.
Minor Threat był pierwszym zespołem hardcore’owym, jaki słyszałem. Nazwę kapeli znałem z pewnego artykułu w deskorolkowym piśmie, ale nie miałem pojęcia jak to wszystko brzmi. Wiedziałem tylko, że to absolutny kult i obowiązkowa pozycja dla każdego hardcore punka. Chcąc dokształcić się i poznać korzenie hc/p, zdobyłem płytę z kompletną dyskografią zespołu. Cóż to było za uderzenie! Na samym początku myślałem, że zepsuły mi się słuchawki, przecież to nie może tak brzmieć! Nieokiełznana ściana hałasu i niezrozumiały po pierwszym przesłuchaniu krzyk to nienajlepsze części składowe przystępnej muzyki. Ale to nie miało być przystępne. Dlatego też zajęło mi trochę czasu, zanim się przyzwyczaiłem do tak surowego i intensywnego brzmienia. Zastanawiałem się też, czy aby na pewno mam pełne wersje nagrań. 45 sekund to ma być cały kawałek? Kolejny pół minuty i już? Co się tu właściwie dzieje? Po każdym kolejnym przesłuchaniu było coraz lepiej. Zaczynałem rozumieć o co w tym chodzi – o granie najszybciej jak się da i wykrzyczenie całego swojego serca. Oczywiście sięgnąłem po MT ze względu na straight edge. Identyfikując się z sxe chciałem wiedzieć jak to wszystko się zaczęło. Kawałki „Straight edge” i „Out of Step” szybko stały się moimi osobistymi hymnami. Nigdy wcześniej nie słyszałem w muzyce takiej dynamiki, takiej pasji i intensywności. Radykalizm i konsekwencja w postawie zespołu również były czymś bardzo inspirującym. Imponowało mi to, że potrafili przeciwstawić się (głównie Ian) całemu środowisku punkowemu, żeby tylko być sobą. Autentyczność zdaje się być najistotniejszą wartością, wtedy nawet gówniane brzmienie przejdzie. Do dzisiaj mam wielkie uznanie dla tego zespołu. Za pokazanie jak prawidłowo powinna funkcjonować undergroundowa scena, za zrobienie miejsca w punku dzieciakom, którym nie imponuje picie. Ale przede wszystkim za to, że przypominając ich sobie od czasu do czasu, znów czuję się jak zajarany licealista.
~Mn.
(#2, jesień '15)
Obsługiwane przez usługę Blogger.